RSS
wtorek, 17 kwietnia 2012

31 lipca 2008

Pupa to nowy wyraz w slowniku Fiiki. Zafascynowana ogladala ksiazke o ciazy i poczatkach macierzynstwa, na okladce jest niemowlak, polowa z przodu, pupa i nozki z tylu ksiazki. No i jak paluszkiem ten tyl pokazala, to jej powiedzialam, ze to pupa.

I sie zaczelo - chodzi i pokazuje - tata PUPA, mama PUPA, Pepe PUPA, Vi (Vito) PUPA, lala PUPA, Cami PUPA.

Krolik po finsku to PUPU. Ma jednego pluszowego, wziela go do reki, Fin na to - pupu. Fiiki gwaltownie glowa krecac - PUPA! I tyl kroliczka tacie zaprezentowala :D

28 lipca 2008

1. w sobote Fiki na obiad zjadla mnostwo, przy czym chyba skorka od papryki jej w gardle utknela, wiec po obiedzie mala wykonala malego pawika prosto na podloge. Spojrzala na niego uwaznie, po czym z szafki pod zlewem wyciagnela szczotke i szufelke i miala szczery zamiar pawika zmiesc. Wzruszylam sie do lez jej porzadnictwem :)

2. pokroilam na niewielkie kawalki nektarynke, polozylam na talerzyku i dalam Fiiki razem z widelcem, co by potrenowala uzywanie owego. Mala zjadla, po czym wziela talerz z widelcem do reki, podeszla do zmywarki, otworzyla ja, wlozyla naczynie i sztuciec w odpowiednie miejsca, zamknela zamywarke, poklepela czule drzwi, pokiwala glowa i odeszla :)

3. nadeszla pora spaceru z psami. Mowie do Fiiki - wezmiemy wozeczek, zeby bylo nam wygodniej, ok? Mialam oczywiscie na mysli spacerowke Fiiki. Mala pokiwala glowka, po czym pognala do pokoju, a za chwile wylonila sie pchajac wozek dla lalek z trzema pasazerami - lalka, pluszowym muminkiem i wsciekle pomaranczowa zaba. Nie mialam wyjscia, wzielam cale towarzystwo i spacer w slimaczym tempie sie odbyl, w drodze powotnej oprocz psow na smyczy mialam do pchania wozek oraz musialam Fiiki nakierowywac na wlasciwe tory, bo miala straszna ochote isc w innym niz cala reszta kierunku :)

4. wczorajsza aktywnosc na tarasie - Fiiki nabierala kubkiem wody z basenu, wlewala ja do wiadra, gdy ze 3 kubki wlala, brala wiadro i wode z powrotem do basenu chlup. I tak z 15 razy. Po kazdym wykonanym cyklu stawala, brala sie pod boki i z aprobata patrzac na wode w basenie kiwala potakujaco glowa. A my pekalismy po kryjomu ze smiechu :)

5. z powodu goraca Fiiki weekend spedzala w samym pampersie. A takze czesc czasu bez. W pewnym momencie na chwile zniknela, po czym wrocila... wysmarowana wlasna kupa od stop do glow, z reka wetknieta z tylu do pelnego pampersa, cala przejeta i zafascynowana. Jak stala, tak zostala wsadzona do wanny, inaczej sie nie dalo, dobrze, ze po meblach sie z ta kupa nie przejechala... :)

6. od kilku dni nie rusza sie nigdzie bez ukochanej trojki - lali, muminka (muuma) i pomaranczowej zabki. Gdy je, karmi tez cala ferajne, zeby tez myje sobie oraz im, idac do lozka na zasypianie z tata, najpierw po kolei podaje mu wyzej wymienione, zawsze w takiej wlasnie kolejnosci, a dopiero potem sama wlazi.

7. dzis pojechala z babcia, tata i Fineczka do pradziadkow, pierwszy raz, ciagle nie potrafie zrozumiec finskiego braku kontaktow z rodzina. Wracaja wieczorem. Mogliby tam zostac ze dwa dni, ale Fin nie chcial nawet o tym slyszec...

To by bylo na tyle :)

 

25 lipca 2008

Fiiki spedziwszy ze mna 3 tygodnie, z tego 2 w Polsce, zlapala kilka nowych polskich slow.

cita - czyli czytaj, mowione, gdy laduje mi sie z ksiazeczka na kolana
picia - gdy chce pic
tapta - czyli ptak :D (wskazujac obrazek paluszkiem pytala - a to?, ja odpowiadalam - to ptak i z tego jej taki dziwolag wyszedl)
pi - czyli spi
lala - wymawiane z maniera przedwojennej hrabianki, l takie rosyjskie jej wychodzi, albo wlasnie przedwojenne, najbardziej dla mnie slyszalne w piosence "Milosc ci wszystko wybaczy" :)

Wczoraj wracam z pracy, a Fin zaczyna dumnie prezentacje nowego finskiego slownictwa Fiiki:
- czyja to ksiazeczka? - pyta
- mun!- pada odpowiedz. znaczy moja! wszystko teraz jest mun! :)

- co tata i Fiiki teraz maja? - pada kolejne pytanie
- moma! (loma, po finsku wakacje)

- a co Pepe i Vito na spacerze zrobily?
-kaka! (kakka, czyli kupe)

Jak Fiiki zacznie dluzsze wypowiedzi tworzyc, uzywajac wszystkich znanych slow, niezly mix jezykowy z tego wyjdzie :)

środa, 15 lutego 2012

22 lipca 2008

Jeszcze troche i okrzykne Fina supertata :)
Wczoraj zadzwonil do mnie do pracy, poopowiadac jak im dzien w domu mija, w tle slyszalam szczebioczaca, najszczesliwsza na swiecie Fiiki. Gdy wrocilam, zapakowalismy sie do auta i pojechalismy ogladac kanapy. Fiiki tak show odstawiala, ze mnie szlag trafial - ganiala miedzy sofami, wlazila na nie, uciekala przed nami, wzieta na rece wila sie i wrzeszczala. Wstyd przed ludzmi normalnie :/ A tatus caly dumny, zero nerwa, mimo, ze pot z czola mu kapal od latania za dziecina, pelen cierpliwosci, z usmiechem na twarzy probowal mala okielznac, z marnym niestety skutkiem... Kanape kupilismy, do niej fotel z podnozkiem dla Fina, juz zapowiedzial, ze bedzie siedzac na nim drinki u mnie zamawial :)

Dzisiaj od rana planowali zakupy w supermarkecie, wiec ja tylko wymyslalam co maja kupic i wydawalam dyspozycje :)

Fajnie tak rano z cala ferajna w domu pobyc, kawke wypic na spokojnie, pogadac. Na codzien tego nie ma, bo Fin o 6.15 do pracy wyjezdza, gdy Fiiki i ja jeszcze smacznie spimy... Fiikulec widzac wczoraj jak przed wyjsciem z domu robie obchod i kazdemu buziaka na do wiedzenia daje, dzis mnie za reke wziela i zaprowadzila - najpierw do Fina, potem do psow, na koniec sama dziobek zrobila i tez do cmoka sie wystawila :)

Przed chwila zadzwonili z centrum handlowego, Fin bodziaki na jesien dla Fiiki nabywa, ale oczywiscie rozmiaru nie pamietal :)

Gdyby nie kasa, mysle, ze tatus by na wychowawczym chetnie chociaz z rok posiedzial, ona naprawde nadaje sie na pania domu ;)

19 lipca 2008

Od rana mielismy dzis upal wiec dzien w bikini spedzilam, Fiiki w pampersie, a czasem i bez, bo co chwile pupsko w baseniku moczyla. Moczac popijala wode nabierana z basenu kubeczkiem, potem truskawek zjadla znowu z kilogram, a nastepnie sikala, sikala, sikala, pampki co godzine chyba zmienialismy, bo normalnie same spadaly od ciezaru zawartosci  

Potem poszla spac, Fin z Fineczka na zakupy, a ja sobie zaleglam na sloncu na chwile bez towarzystwa. 

Nastepnie Finszczyzna wrocila z zakupow, dostal mi sie lezaczek do wygrzewania na sloncu, Fiiki drugi fotelik samochodowy dostala, bo w czwartek awanture zrobilam, gdy Fin pojechal do pracy autem, gdzie fotelik byl zamontowany i my siedzialysmy unieruchomione w domu, a z kolezanka na lody sie umowilam. Fineczka natomiast otrzymala slizgawke zakonczona mini basenikiem, taka z dziurkami po bokach, przyczepia sie to do szlaucha, odkreca wode i dziurkami fontanny tryskaja moczac slizgawke ulozona na trawie na malym spadku terenu. I na to sie z rozbiegu czlowiek rzuca, po czym jedzie na brzuchu lub pupie w kierunku mini baseniku. Podziwiam, ze szlaucha leci woda wrecz lodowata, Fineczce to wcale nie przeszkadzalo. Fiiki niestety tez nie i strasznie sie rwala do tej slizgawki, ale za mala jeszcze jest, troche to dla niej niebiezpieczne, potrzymalam ja za raczki, zeby sobie pobiegala i potupala w baseniku, ale gdy na moment zerknelam w inna strone, sama poleciala, poslizgnela sie oczywiscie i na plecach wyladowala, walac glowa w podloze. Miekkie na szczescie, trawiaste wiec nic sie nie stalo, ale nie ma mowy, zeby ja sama puszczac na to. Bedzie wiec problem, bo strasznie sie rwie i placze. Fin nie pomyslal jak to kupowal... Chcial Fineczce przyjemnosc zrobic, do glowy mu nie przyszlo, ze Fiiki tez bedzie chciala. 

8 lipca 2008

W niedziele pojechalysmy na ferme strusi, przy ktorej jest mini zoo oraz restauracja. Zjadlam stek ze strusia, zdziwilam sie smakiem, bo spodziewalam sie raczej drobiowego, a zalatywal wolowina. Fiiki miala bliski kontakt z biegajaca wolno swinka wietnamska, cudna ta swinka, przychodzila, zeby ja po karku poczochrac. Do strusiow, majacych wybieg troche na uboczu, nie dotarlysmy, bo zaczelo lac okropnie i sie pochowaly. Za to malo sie z mama nie posikalysmy ze smiechu widzac jak swinka ze swoim dzidziusiem ucieka przed deszczem - duza leciala swinskim truchtem (no bo jakim innym mialabyleciec? ;)) i kwiczala doroslym glosem, za nia malenstwo popiskujac zalosnie i potykajac sie o wlasne nozki :)

Wczoraj z tata pojechalysmy odwiedzic rodzine z jego strony. Fiiki wybawila sie z kuzynostwem, ja pogadalam z ciocia i kuzynka, objadlysmy sie gofrow, malin i porzeczek.

Dzis zaliczylam dentyste, mala opiekowal sie dziadek. Po poludniu spotkam sie z kolezanka z liceum, kotra mieszka w Kanadzie, ale akurat tez jest na urlopie w Polsce.

Jutro jedziemy do ciotki na tzw. prawdziwa wies - ze swiniami, kurami i cala reszta. Fiiki bedzie miala wrazen bez liku i na pewno wroci brudna jak swieta ziemia :)

czwartek, 05 stycznia 2012

5 lipca 2008

Gdy miala przyleciec do nas moja mama, ostrzegalam, co by zapasy energii ze soba wziela, bo do przebywania z Fiiki bardzo jej potrzeba. Mama potakiwala, ale chyba nie zdawala sobie sprawy jak ja bardzo serio mowie:) Bo nikt do konca nie wierzy, gdy mowie, ze Fiiki nie chodzi tylko biega, siada na sekunde-dwie, aby znowu gdzies leciec, ma tysiac pomyslow na minute i do wszystkiego angazuje obecne w domu osoby.

Jedyna sytuacja, w ktorej wysiedzi moze z 5 minut, to wspolne czytanie, a raczej opowieadanie tego co na obrazkach w ksiazkach sie znajduje (czytania nadal jeszcze nie slucha, a ja juz sie tego doczekac nie moge). Fiiki bierze wybrana ksiazke, podchodzi do siedzacego delikwenta, ustawia sie tylem, cofa sie wypieta w kierunku kolan mamy/babci/taty/dziadka i tonem nieznoszacym sprzeciu stwierdza "cita!".

Gdy Fiiki chce, by z nia gdzies isc, bierze stanowczym gestem za reke i ciagnie. Jesli chce isc do piaskownicy, zatrzymuje sie na tarasie przy butach na zmiane i pokazuje palcem, ktore z nich nalezy zalozyc, nigdy sie przy tym nie mylac, a wiec tata zawsze ma pokazane swoje crocksy, babcia swoje klapki itd. :)

Balaganiara z Fiiki jest okropna, babci twierdzi ze po mnie, bo tak samo w dziecinstwie wszystko co mozliwe wywalalam na podloge, a gdy juz potrafilam mowic, zarzekalam sie, ze gdy bede dorosla, w domu zadnych szaf miec nie bede, bo wygodniej jest jak wszystko na podlodze lezy. Potykamy sie wiec o zabawki, ksiazki, buty, ubrania. Za to jesli chodzi o naczynia, porzadek musi byc. Jeszcze dobrze nie zjemy posilku, a Fiiki juz zbiera ze stolu talerze, zeby je odniesc do zmywarki, lub na blat kolo zlewu.
No i w butach po domu chodzic nie wolno, jeszcze czlowiek dobrze progu nie przekroczy, a Fiiki juz leci do niego z kapciami. Lepsza w tym jest niz niejeden pies :D

Dwa dni temu Fiiki byla pierwszy raz nad jeziorem. Podobalo jej sie bardzo, az za bardzo chyba. Lazla do wody nie zwazajac na rosnaca glebokosc, pluskala sie, zasmiewala, pila, prychala :))) U dziadka na dzialce podlewala kwiatki, krzaczki i trawe nabierajac kubkiem wode z wiadra i latajac z nim tam i z powrotem.

Oprocz tych wszystkich cudownosci, musze z zalem napisac - bunt dwulatka zaczyna atakowac. W zeszlym tygodniu, jeszcze w Finlandii wybralysmy sie z babcia do Ikei. W dziale z meblami dzieciecymi Fiiki dopadla zjezdzalni. Bardzo jej sie podobalo, chyba najwiecej czasu tam spedzilysmy. Ale kiedys trzeba bylo ruszyc do wyjscia. No i sie zaczelo. Wycie, wicie, prezenie, wyslizgiwanie z moich rak, zaleganie na podlodze :/ Poniewaz a Ikei do wyjscia jest daleko, nie bylo opcji wziac po pache i nyniesc na zewnatrz. Musialysmy poczekac az sie mala uspokoi.

Drugi cyrk odbyl sie tego samego dnia, gdy chcialam Fiiki w foteliku samochodowym usadzic i przypiac. Nie dalo sie. Tak sie prezyla, ze prosta jak drut zjezdzala mi na podloge. Upocilam sie i zrezygnowalam. Pozwolilam jej pochodzic po parkingu pod sklepem ogrodniczym, po czym ponowilam probe, tym razem udana.

Na szczescie obie sytuacje wyniknely w Finlandii, gdzie nikt sie nie wtraca, ludzie mijali nas bez slowa, nawet nie patrzac w naszym kierunku.  Od tej pory jest spokoj, ale pewnie lada dzien znowu cos Fiiki nie podpasuje i bedzie sie buntowac. Trzymajcie kciuki, za moja cierpliwosc, ktora niestety nie jest moja najlepsza strona...

2 lipca 2008

Narobilo mi sie zaleglosci w pisaniu.
Pobyt mojej mamy u nas minal bardzo szybko, babcia nasiedziala sie w piaskownicy, narobila babek, Fiiki zakochala sie w babci, ktora nazywa mama, mimo, ze jej caly czas mowimy, ze to babcia. Tak wiec ma Fiikutek dwie mamy, co jest nawet logiczne, bo po finsku babcia to w wolnym tlumaczeniu duza mama wlasnie :)

Wczoraj przylecialysmy do Polski, Fiiki podczas podrozy zachowywala sie na medal, a nawet dwa, biorac pod uwage jej energie i ruchliwosc. Mimo, ze lata przeciez co kilka dobrych miesiecy, chyba te podroze pamieta i kojarzy, ze w samolocie trzeba siedziec spokojnie, normalnie zaskoczyla mnie wczoraj tym, ze zasiadla na moich kolanach i az do konca rozwozenia posilkow i napoi tak siedziala, ogladajac ksiazeczki, jedzac ze mna, gadajac z babcia. To samo, gdy zaczelismy schodzic do ladowania - zero protestow, a te ostatnio niestety sie nasilily w roznych sytuacjiach (musze zrobic oddzielny wpis, chyba bunt dwulatka sie zaczyna...:/)
W samochodze pospala godzinke, po czym grzecznie siedziala, nawijala cos po swojemu, ogladala z babcia zdjecia. W restauracji w polowie drogi wsunela kopytka, a gdy dojechalysmy do domu gdzie juz na nas czekal dziadek, po 15 minutach ciagala go za reke, zeby z nia w pilke gral, pakowala sie na kolana, fajnie, ze mimo rzadkiego kontaktu z dziadkami, tak szybko sie z nimi oswaja.

Dzis zrobila nam pobudke o 6, czyli finskiej 7, dzieki czemu dzien bedzie dlugi. Zaliczyla juz piaskownice pod domem, spacer po osiedlu z dziadkiem, ja w tym czasie wymoczylam sie w wannie, zrobilam pedicure.

wtorek, 27 września 2011

26 czerwca 2008

Kurcze, to niesprawiedliwe jest. Fiiki w przedszkolu aniolek, w domu z babcia aniolek.

Do chwili gdy mama wroci do domu. Wtedy czas na wystawienie rozkow. Zaczynaja sie fochy, ryki, proby wymuszania tego i owego.

Wiem wiem, to normalne, przy rodzicach dzieci czesto dostaja malpiego rozumu, ale uwazam, ze to niesprawiedliwe. I juz. Wiem, ze w sporej mierze jest to spowodowane tym, ze gdy wracam z pracy, Fiiki jest juz po calym dniu zmeczona, w weekendy gdy jestesmy razem do rana, zupelnie inaczej sie zachowuje.

Przedwczoraj nagle Fiikulec dostal focha, zasiadl na podlodze i zaczal sie drzec. Sprobowalam przytulic, wyslizela sie niczym piskorz. Siedziala i wyla, lzy po policzkach lecialy, ale kazda moja proba przytulenia konczyla sie wiciem i wierzganiem. No to sobie kolo niej na tej podlodze usiadlam. Powoli zaczela sie przysuwac, polozyla gloke na moich kolanach. Sprobowalam przytulic, odskoczyla jak oparzona. Za chwile znowu zaczela sie zblizac, znowu glowka na kolana, ja czekalam co dalej. Wmontowala mi sie pupka, objela za szyje, troche jeszcze posmarkala w moj obojczyk. I po chwili byla szczebioczacym slodziakiem. Zupelnie nie wiem o co chodzilo, jakies emocja nia szarpaly, nie potrafila sobie z nimi poradzic, ani podzielic sie nimi ze mna.

Babcia po kilku dniach obserwacji, powiedziala, ze Fiiki ma strasznie silna osobowosc. I wie czego chce. Oraz dazy do tego. Ciagnie za reke do piaskownicy, gdy chce, zeby z nia babki robic. Pokazuje palcem nektarynke i nie odpusci, dopoki nie dostanie. Domaga sie z mina nie przyjmujaca sprzeciwu, w oczach widac desperacje i chec dazenia do celu po trupach.

Narazie nie weszla nam na glowy, ale bedzie coraz trudniej. Bo Fiiki to nie cieple kluchy, o nie. Juz sie boje jej okresu dojrzewania ;)

środa, 31 sierpnia 2011

23 czerwca 2008

W piatek wieczorem przyleciala moja mama. Fiiki na poczatku patrzyla troche spode lba, usmiechala sie niesmialo, ale po chwili siedziala u babci na kolanach cala radosna.

W weekend ciagala babcie do piaskownicy i na taras, w te i we wte co chwile, gadajac non stop. Jej codzinne niespozyta energia normalnie sie podwoila, obecnosc babci zmienila ja w perpetum mobile, ktore nie zatrzymuje sie nigdy. Nawet na sekunde nie usiadla w bezruchu, a wieczorami dostawala totalnego speedu, wczoraj o 21 zamiast zasypiac juz w ramionach taty latala na tarasie dookola stolu i machajac jezorkiem wydawala z siebie odglosy w stylu blablablabla :))

Zasnela cos kolo 22, a rano o 6.40 zaserwowala babci pobudke, wlazac jej na glowe:) 

Mam nadzieje, ze dzis i w nastepne dni babci nie wykonczy :)))

Wczoraj po poludniu w ramach odetchniecia od rozbieganego Fiikulca pojechalysmy z mama polazic po sklepach (zaczely sie letnie wyprzedaze). Wrocilysmy z lupami w postaci ciuchow dla kazdej z nas. Fiiki i ja dostalysmy od babci identyczne sukienki, juz sie doczekac nie moge, kiedy w nich wyjdziemy na spacer:) Kiecki z H&M, moja rowniez kupiona w dziale dziecieco-mlodziezowym, na wzrost 170cm :) Fiiki na 86cm :)

21 czerwca 2008

Czerwony bucik Fiiki sie znalazl :))) Fineczka spedza z nami dlugi weekend wiec dzis rano jej zapowiedzialam, ze jak znajdzie buta to dostanie nagrode.
Znalazla w 5 minut...

Byl w pojemniku, w ktorym trzymam pampersy, zakolany gleboko pod nimi, zagladalm do niego szukajac, ale do glowy mi nie przyszlo, ze Fiiki wepchnela go na samo dno przykrywajac go setka pieluch...

Dzieciecy tok myslenie sie przydal :)))

Teraz musze wymyslec jaks nagrode :)

Narazie ide sprzatac, Fin caly przejety przyjazdem tesciowej juz na tarasie szaleje ;)

20 czerwca 2008

Zaprowadzilam dzis ostatni raz Fiikulca do przedszkola, dla pan mialysmy polskie slodycze w piekne torebki zapakowane. Fiiki zaskoczyla mnie tym jak paniom torebki wreczala, mialam obawy, ze jak zlapie kolorowe cudo to oddac nie bedzie chciala. A ona z powazna mina brala torbe za uchwyty, podchodzila do pan i wreczala upominki.

Uslyszalam, ze mam zbyt dobre dziecko :)) Takiego jeszcze w przedszkolu nie bylo - zawsze zadowolone, nigdy nie marudne, jedzace wszystko bez grymaszenia, chodzace spac bez protestow, ideal normalnie, jak mialam nie spuchnac z dumy? :))

Uswiadomilam paniom, ze nie przez cala dobe z Fiiki taki aniolek jest, w domu rozki pokazuje, ale super, ze w przedszkolu potrafi sie zachowac:) Tatus pewnie tez spuchnie jak bedzie mala odbieral, panie zawsze podobne teksty mu przekazuja co mnie:)

A wczoraj Fiiki nauczyla sie swojej pierwszej piosenki :)) Wieczorem, gdy ja przebieralam w pizamke, zaczela cos spiewac po swojemu, krecic pupa, na zmiane klaskac i machac raczkami nad glowa.  Nie wygladalo mi to na improwizajce, jakies wyuczone sie wydawalo. No i dzis sie dowiedzialam, ze starsze dzieci sie wczoraj uczyly piosenki o lecie, z mini choreografia. Fiiki brala  w nauce czynny udzial czego efekty zaprezentowala mi przed snem :)

środa, 22 czerwca 2011

19 czerwca 2008

Kurka wodna, gdzie ten but moze byc? Przyszlam z pracy i przekopalam wszytkie szafki, szuflady, schowki, do ktorych Fiiki mogla sie dostac. Nic. Fin oblecial wszystkie katy w ogrodzie. Nic.

Humor mi siadl, bo ja nie cierpie jak buty sa niedopasowane kolorystycznie do ubran, Fiiki ma sporo czerwieni i ubran z jej elementami, do ktorych wlasnie te buty kupilam.
Pozostaja smieci, innych pomyslow juz nie mam. Tylko, ze smieci dzis wywiezli, wiec blada, ze tak powiem :/ Normalnie wywoza w czwartki, ale ze ten tydzien jest krotszy, piatek wolny od pracy, to sobie grafik zmienili.

Chyba kupie drugie takie same. Tylko ze sklep internetowy, w ktorym je kupilam nie wysyla towaru za granice, ostatnio do mojej mamy przyslali i ona potem do mnie. Mama pojutrze do nas przylatuje, nie ma szans, zeby jutro te buty dostala. Wiec musze czekac az wszystkie do Polski sie zwalimy, 30.6 lub 1.7.

Z wscieklosci wypilam nieelegancko duszkiem kieliszek wina na pusty zoladek i sie nim upilam. Humor sie poprawil, wsadzilam Fiiki do wanny, a gdy ona byla zajeta zabawkami, ciachnelam jej grzywke. Łomatko jedyna, jak moje dziecko teraz wyglada, jak Piast kolodziej :)))

18 czerwca 2008

Juz w dziecinstwie kochalam buty, nie raz z mama wspominamy jaka rozzalona bylam majac na kazda pore roku tylko jedna pare. Niestety w tamtych czasach kupienie butow dla dziecka nie bylo latwe, o nie, graniczylo czasem z cudem - bralo sie co bylo w odpowiednim rozmiarze, nie wydziwiajac ze kolor czy fason nie taki. Mozna bylo w budach u prywaciarzy cos fajnego czasem znalezc, ale ceny powalaly, a moi rodzice nie zarabiali tyle, by dziecku, ktoremu stopa rosnie z predkoscia swiatla, kupowac po kilka par co 3 miesiace.

Chyba jakas trauma mi z tamtych czasow pozostala, kupuje buty w ogromnych ilosciach, mam ich kolo 40 par i wcale nie uwazam, zeby to bylo za wiele, ciagle mam na jakies jeszcze zapotrzebowanie. Nie potrafie butow wyrzucac, niektore z nich nosze 7-8 rok, dzieki ilosci, buty nie sa uzywane codziennie, wiec sie nie niszcza.

Przez mojego fiola Fiiki rowniez ma sporo bucikow w roznych wzorach i kolorach. I tez chyba rosnie na wielbicielke obuwia, ciagle w nich grzebie, rozwleka po domu, naklada, mnie przynosi do nalozenia moje, sama w nich paraduje...

Dwa dni temu ustawialam te jej butki w szafie i zauwazylam brak jednego czerwonego. Przeszukalam wszystkie katy, nie ma. Pod ziemie sie zapadl. Nie mam pojecia gdzie Fiiki (albo ktorys z psow) go wladowala. Mam nadzieje, ze nie wyrzucila do smieci... Przeciez to nie mozliwe, zeby bucik tak po prostu wyparowal...

17 czerwca 2008

Jutro ide z mala na pobranie krwi, bedziemy sprawdzac, czy ma alergie na mleko krowie czy nie.

Juz mi ciarki przechodza jak sobie pomysle o kluciu maluchy, do tej pory tylko raz miala krew pobierana, w Polsce, gdy test na celiakie robilam. Ale to bylo w szpitalu dzieciecym, wiec pielegniarka wprawiona w kluciu malutkich raczek. Tu bede w laboratorium dla wszystkich i jakos zaufania mi brak... ;(

wtorek, 07 czerwca 2011

17 czerwca 2008

Wczoraj Fiikulec zaprezentowal pierwszy modelowy atak wscieklosci i histerii. Bardzo chciala, zebym poszla z nia do ogrodu, ciagnela mnie za reke, ja mowilam, ze nie, teraz mama chce sie czegos  napic i przebrac po pracy.

Nadal ciagnela, ja nadal, ze nie. No to puscila, walnela sie na podloge, rzucila bidon z piciem przez pol pokoju, zaczela kopac i okropnie plakac. Siedziala tak i az sie zanosila.

Sa dwie szkoly postepowania w takich sytuacjach, jedna kaze zostawic dziecko az sie samo uspokoi, drugie - wziac na kolana i przytulic. Wybralam druga opcje, po chwili mala byla uspokojona. I na dwor juz mnie nie ciagnela. Po jakiejs pol godzinie jej sie przypomnialo, ale na moje "nie" od razu odpuscila. Podejrzewam, ze nie byla to ostatnia taka akcja...

Mala byla zreszta najwyrazniej zmeczona po dlugim dniu w przedszkolu, cala podminowana, gdy dostala od taty kilka monet, zeby wrzucic do swojej swinki skarbonki i miala trudnosci z trafieniem jedna w otwor, swisnela ja na drugi koniec pokoju, odepchnela swinke z calej sily i zaczela walic raczkami w poduszke, na ktorej siedziala.  Moment to trwalo, ale jakbym siebie widziala, gdy sie wsciekne :)

16 czerwca 2008

W czwartek Fiiki idzie ostatni raz do przedszkola, potem placowka jest zamknieta do 3.8. Oczywiscie jesli rodzice nie maja co dzieckiem zrobic, dostaja na ten czas miejsce w innym przedszkolu, ale my tak sobie ustawilismy urlopy, ze malucha jest w domu do 11.8. Mam nadzieje, ze po wakacjach nie zacznie robic problemow z zostawaniem bez mamy i taty...

W piatek przylatuje moja mama :))) Posiedzi z Fiikulcem przez tydzien, ja urlop zaczynam 30.6. Mam nadzieje, ze beda mialy ladna pogode i w ogrodku oraz na spacerach spedza czas, a nie w czterech scianach. Na poczatku lipca lecimy we trzy do Polski. Strasznie bym chciala, zeby byla wtedy ladna pogoda, od kilku juz lat zawsze jak jestem w O, jest zimno, leje i wieje... A ja tak bym chciala nad jeziorami slonca troche zlapac.

Niech to lato bedzie prawdziwym latem...

14 czerwca 2008

Fin dzis sluzbowo baluje, od kilku dni zbieralam sie, zeby kolezanke na ploty zaprosic. No, ale humory sie mnie czepialy i nie wiedzialam, czy nie bede chciala tylko z Fiikulcem w domu posiedziec. Dzis rano poczulam, ze nie chce, wiec sie z kolezanka skontaktowalam i umowilam na popoludnie.

Po drzemce Fiikowej wywiozlam ja do centrum handlowego po pampersy i prowiant, oczywiscie siedziec w wozku nie chciala, ale sposob na nia znalazalm, zeby nie zwiewala - pozwolilam wozek pchac. Ale miala radosc, truchcikeim leciala, a ja co chwile korygowalam dyskretnie kierunek ruchu wozka i Fiiki. Ludzie te mieli radoche, jak prosto na nich wozek zaginal, a pchajacej nie bylo widac, tylko slychac, bo rechotala ze szczescia caly czas :)

Z kolezanka pogadalysmy, ponarzekalysmy, poplotkowalysmy troche, psy ja zatrudnily do drapania i zabawy, Fiiki caly repertuar swoich popisow przedstawila, od wyciagania ze zmywarki czystych naczyn przez wyrzucanie smieci do kosza do ukladania puzzli i opowiadania z przejciem czegos, czego - nie mamy pojecia :))

Potem odwiozlysmy ciocie na pociag, Fiiki sobie w drodze zasnela, spala tak twardo, ze nie obudzila sie, gdy z fotelika przekladalam ja do wozka, by z psami na wieczorny spacer pojsc. Gdy ja w domu zaczelam rozbierac otworzyla oczy, ale byla nieprzytomna, plakala jak ja przebieralam, tulila sie jak wzielam na rece. O myciu ani kolacji nie bylo mowy, dostala butle rzadkiej kaszy przy ktorej zasnela na dobre. Ciekawe o ktorej mi pobudke rano zrobi, jesli odpoczynek nocny zaczela o 20, a nie jak zwykle o 21-21.30...

poniedziałek, 16 maja 2011

13 czerwca 2008

Mialam dzis dobry humor. W pracy. Po niej jak zwykle przyjechalam pedem do domu. I kurcze, humor znikl. Ostatnio dosc czesto to sie zdarza. Fiiki do szalu mnie doprowadza. Jej energia, jej bycie w pieciu miejscach jednoczesnie, jej domaganie sie, abym w tych wszystkich miejscach byla z nia, jej rozwlekanie wszystkiego po calym domu - moich butow, swoich czapek, apaszek, klockow, ksiazek, plyt cd, jej glosne protesty, gdy odmowie pojscia za nia, gdy mnie ciagnie gdzies za reke, gdy nie pozwole sciagnac ze stolu aparatu fotograficznego lub szklanki...

Kocham ja najbardziej na swiecie, ale marze, by choc raz wrocic do domu i moc w pojedynke isc do toalety, potem zrobic sobie herbaty, usiasc z ksiazka lub gazeta w reku, posiedziec spokojnie, zjesc, wypic, odpoczac.

Albo spedzic chociaz pol soboty przed telewizorem, w szlafroku, z kubkiem w dloni, bez ganiania wiecznego, bez uczestniczenia w zabawach, po prostu pobyc we wlasnym domu w spokoju i ciszy. Ostatnio bylam sama w domu ponad poltora roku temu. 1-2 godzinnych pobytow, gdy spozniam sie do pracy, lub gdy wypchne Fina z mala na spacer w weekend nie licze, bo wtedy sprzatam, odkurzam, myje podlogi - robie to, co w obecnosci domagajacego sie non stop mojej uwagi dziecka, jest niemozliwe.

Teraz mozecie mnie obgadac, skrytykowac, publicznie lub gdzies po cichu, bo nie dosc, ze poszlam do pracy zanim skonczyla rok, ze wyslalam ja do przedszkola (czy zlobka, jak zwal tak zwal), to jeszcze 3 godziny wieczorem z wlasnym dzieckiem zaczely byc dla mnie meczacym problemem.

Wpis robie, dzieki temu ze mala je kolacje, kosztem nieposprzatanej kuchni i zlewu pelnego brudnych garow czekajacych na zaladowanie do zmywarki.

10 czerwca 2008

Chyba czas sie do fryzjera wybrac. Grzywka zaczyna Fiiki do oczu wchodzic. Jednak moja wyobraznia za skromna chyba, za nic nie widze mojej corki siedzacej i pozwalajacej majstrowac sobie nozyczkami przy glowie. Uszy straci jak nic. I moze rowniez nos...

Chyba jej te grzywke ciachne jak bedzie spala, reszta niech rosnie...

Dzis zebralam te reszte w kitki i normalnie sie zdziwilam jaka juz duza panne mam. gdzie jej do dzidziusiowatego bobaska, ktorym jeszcze niedawno byla?

czwartek, 07 kwietnia 2011

5 czerwca 2008

Promocja trwala az dwie noce. Dzis Fiiki zrobila mi pobudke o 1 i 4 :) Po tej 4 nie mogla zasnac, rzucala sie, poplakiwala, az o 6.15 wstala na dobre.

Glodna byla strasznie, mimo, ze na kolacje dostala nalesniki z dzemem i kasze. No wiec zrobilam jej kanapke z ulubionymi kielkami i szynka, dalam banana i 200ml mleka. Wszystko poszlo. Chyba bedziemy musieli z Finem rozejrzec sie za jakims dodatkowym zrodlem dochodu, jak tak dalej pojdzie, nie zarobimy na posilki dla Fiikulca ;))

Do przedszkola poszlysmy dzis na piechote, bo sie nie spieszylam do pracy. Gdy wychodzilysmy z domu, Fiiki zlapala lezaca na fotelu sukienke i za nic nie chciala jej zostawic. No to poszlysmy z kiecka. Mala jedna raczka trzymala mnie za reke, w drugiej dzierzyla sztuke garderoby. Zaczyna sie wlasnoreczne wybieranie ciuchow :)

Wrocilam do domu, troche go ogarnelam, przerzedzilam Fiiki zabawki i czesc wynioslam do garazu, poprzestawialam jej troche w pokoju, tak, ze sie wiecej miejsca zrobilo i wlasnie przyszlam do pracy.

4 czerwca 2008

No i wychodzi, ze wlasne dziecko glodzilam, dajac jej przed snem tylko kaszke. Przedwczoraj jak sie pierogow ze mna najadla, to do rana pospala. Wczoraj na kolacje dostala dwie parowki i kromke chleba z maslem, zapila rzadka kasza i obudzila sie dzis o 6.30. Popila mleka, powiedziala - pampa - wskazujac paluszkiem lampe, po czym zasnela  i jeszcze do 8 kimala.

Czyzby era pobudek nocnych za nami? Po poltora roku fajnie jest pospac ciagiem dluzej niz 4 godziny :)

Wczoraj wpadl na kawe kolega Fina i stwierdzil, ze Fiiki ma gadane jak polityk, caly czas nadawala :) Hehe, w dodatku tak samo niezrozumiale ;)

3 czerwca 2008

Bylam wczoraj z Fiiki na bilansie poltoraroczniaka i szczepieniu (3 w1, jeszcze nie sprawdzilam w slowniku przeciwko czemu).

Pani doktor (na 1,5 roku jest wizyta u lekarza, a nie pielegniarki) obejrzala, obadala, wypytala o postepy. Zasob slownictwa podobno jak na dwujezyczne dziecko spory, rozumienie obu jezykow super, pokazywanie oka i innych takich ok, samodzielne jedzenie tez, padla rada, zeby juz widelec w lapke wsadzic, a nie tylko lyzeczke.

No i wkladanie skarpetek pewnie niedlugo ruszy, narazie Fiiki buty probuje przyodziac, z marnym skutkiem. Za to czapki i chusteczki na glowe wklada rewelacyjnie, co z tego, ze na bakier i tylem naprzod? ;)

Nareszcie pekla magiczna granica 10kilo, waga wskazala 10,010kg. Wzrost - 82,5 cm. Krzywa znowu poszla w dol, mimo wzrostu wagi, bo w gore Fiiki w niecale 2 miesiace poszla 4cm.

Energia Fiiki rozsadza, od jakiegos czasu mala nie ma w repertuarze opcji "chodzenie", wszedzie leci galopem. I niestety strasznie ucieka. Wczoraj na lotnisku, gdy spotkalysmy sie z panstwem Szaparusowstwem kilka razy dala buta. Jak tal zwiewa, katem oka zerka, czy za nia lece. I strasznie sie cieszy, gdy to robie, rechocze jak szalona, a z nia wszyscy dookola, bo zarazliwy ten smiech ma bardzo. Nie biec nie moge, ona zupelnie nie boi sie stracic mnie z oczu, troche mnie to zaczyna niepokoic, zawsze takie uciekajace mamom dzieci mnie wkurzaly.

Po powrocie do domu, pojechalismy do wielkiego sklepu z elektronika, bo chcielismu nowa mikrofalowke kupic. Fiiki na poczatku siedziala grzecznie w autku, ktore je pchalam ) takie polaczone z koszem na zakupy). Krecila kierownica, trabila klaksonem, aole po 10 minutach sie jej znudzilo i wylazla. Po czym zaczela zwiewac miedzy poustawianymi kartonami z towarem. Fin caly radosny latal za nia. Po raz kolejny zobaczylam jak bardzo jego podejscie do Fiiki rozni sie od traktowania Fineczki. Tamta w wieku Fiiki byla milion razy spokojniejsza, w zyciu nam nie uciekla, posadzona w wozku siedziala grzecznie przez cale zakupy, a gdy czasem zaczynala troche marudzic, Fin od razu na nia warczal... Nie wiem, czy dopiero teraz dorosl do ojcowstwa, czy fakt, ze bierze czynny udzial w wychowywaniu Fiiki i jest z nia zzyty, daje mu tyle cierpliwosci i wrecz dumy z tego jaka Fiiki jest energiczna i pomyslowa...

Do domu wrocilismy o 20, wszyscy glodni i zmeczeni. Fiiki zamiast wieczornej kaszki, pozarla ze mna cale mnostwo pelmieni (rosyjskie pierogi z miesem, podobne do naszych, sprzedwane tu jako mrozonki), zapila mlekiem owsianym o smaku kakaowym i... pospala ciagiem do 5.30. Po czym po wypiciu mleka, zasnela znowu, pobudke zarzadzila dopiero o 7.15. Chyba kasza wieczorem jej nie wystarcza, budzi sie juz o 1-2 na to swoje nocne mleko. Zaczynam wprowadzac konkretniejeze kolacje, moze uda sie nocne pobudki calkowicie wyeliminowac, jak sie dziecko porzadnie naje wieczorem.

28 maja 2008

Vauva to po finsku dzidzius. Od kilku dni ulubione slowo Fiiki. I ulubiona zabawka. W domu ukochany dzidzius juz noge z milosci stracil, ale przeciez chore dzieci jeszcze bardziej sie kocha, wiec brak nogi Fiiki zupelnie nie przeszkadza. Wczoraj, gdy poszlysmy do lozka na usypianie (Fina nie bylo w domu, wiec mnie ten zaszczyt przypadl w udziale), tak dlugo powtarzala vauva, vauva, vauva, ze musialam isc i jej przyniesc. Przytulila sie do twardej plastikowej lalki i zadowolona zasnela.

Dzis rano w przedszkolu byla kawa i ciasto dla rodzicow, ostatnie przed wakacjami, takie troche juz pozegnalne, bo okazalo sie, dwie panie z grupy Fiiki odchodza do innych przedszkoli. Szkoda bardzo, bo sa naprawde cudowne, kochajace swoja prace, takie przedszkolanki z powolaniem. No i obie po 40, co dla mnie jest plusem. W przedszkolu ktore mam za oknem pracuja same mlode dziewczyny i czasem mnie cos trafia, gdy widze jak sie dra na dzieci, jak zamiast sie z nimi bawic (jak panie w naszym przedszkolu), siedza na lawce i plotkuja. Nie wiem jakie beda nowe wychowawczynie. Mam nadzieje, ze w porzadku. W grupie sa 4 opiekunki, kazda z nich ma przydzielona mniejsza podgrupe, na szczescie pani Fiikutka zostaje.

Dowiedzialam sie, ze rowniez w przedszkolu vauva jest ostatnio najwazniejsza zabawka, jedna z pan opowiedziala jak ktoregos dnia weszla do jednego z pokoi,  w ktorym urzadzona jest mini kawalerka (aneks kuchenny plus czesc z mini fotelami i stolem z krzeslami), a tam w jednym fotelu 5-letni narzeczony Fiiki Aaro, w drugim Fiiki z vauva w ramionach, w pozycji takiej jakby piersia karmila :)))) I tak sobie rodzinka sielankowo czas spedzala ;)

Aaro to jeden z trzech absztyfikantow, ktory przeszedl selekcje (lub tez ktoremu sie jeszcze nie znudzilo, hehe) i zostal oficjalnym chlopakiem Fiiki :))) Podobno usluguje Fiiki przy stole (desery w postaci owocow sa wystawiane na wozku, z ktorego dzieci same sobie je biora), a w ciagu dnia podchodzi do niej wielokrotnie i glaszcze ja po policzku. Pomaga w ubieraniu, bawi sie z nia, normalnie ziec-marzenie :)

środa, 16 marca 2011

26 maja 2008

W ostatnia noc Fiiki dala mi popalic. Polozylam sie kolo polnocy, o 0.30 rozlegl sie placz. Dalam butle z mlekiem, po czym odlozylam maluche do lozeczka. Nie zdazylam sie w posciel zwinac, placz. Poszlam, poglaskalam po glowce, przykrylam, chwile postalam. Polozylam sie spac, po 3 minutach placz. Do 2 tak wojowalysmy, w koncu sie poddalam, wzielam Fiiki do siebie. Objela mnie lapkami i patrzyla na mnie. Ja zamykalam oczy, a ona patrzyla. Glaskala mnie po twarzy, wlosach. Caly czas z otwartymi oczkami. Potem zaczela sie strasznie wiercic. Turlala sie, rzucala, zasnac nie mogla. Kolo 3.30 zasnela, ja w koncu tez. O 7 zadzwonil budzik...

23 maja 2008

Od dluzszego czasu cycus byl w ruchu po moim powrocie z pracy kolo 18, potem raz w nocy i czasem rano jak sie Fiiki za wczesnie obudzila, to ja do siebie bralam, udostepnialam biust i jeszcze pol godzinki udawalo mi sie podrzemac, gdy mala sobie ciamakala.
Jakis miesiac temu po cycku nocnym Fiiki po 15 minutach zaczynala plakac. Zalapalam, ze jej sie pic/jesc chce, a z piersi juz prawie nic nie leci, zaczelam podawac butle. Pomoglo, po pobudce na mleko kolo 2 spi do rana. Zostal tylko cycus popoludniowy, ale przedwczoraj Fiiki zajrzala mi w dekold, ciamknela 2 razy i zrezygnowala. Wczoraj przy usypianiu w dzien sie upomniala, ale tez po sekundzie odwrocila sie tylem. Po prostu juz nic nie leci tak od razu, moze gdyby possala dluzsza chwile, cos by pocieklo. Widze, ze jej sie juz nie chce po prostu, mimo, ze czasem jej sie przypomni i chce possac. Chyba wiec koniec z cyckiem, rozmiar tez juz przedciazowy, czyli nikczemnie maly ;)
Fajnie, ze tak wyszlo, wlasnie tak mi sie marzylo, ze mala sama zrezygnuje i nie bede musiala jej odstawiac wsrod placzu i zgrzytania zebami.

21 maja 2008

Fiiki wykonala dzis pierwsze siku do nocnika :)

Juz ladnych kilka miesiecy temu wstawilam nocnik do lazienki, Fiiki siadala sobie na nim w ubraniach przez jakis czas, potem stracila zainteresowanie. A dzis od rana co weszla do lazienki, to spodnie sciagala, pampers zjezdzal do polowy pupy i tak sie na nocnik gramolila. No to zaczelam jej tego pampka sciagac. Siadala na sekunde po czym wstawala. Az wreszcie przyniosla sobie lekture ("Nianie w Nowym Jorku":)) i zasiadla na dobre. Akurat tez mialam potezebe, wiec rowniez zasiadlam i tak sobie siedzialysmy przez dobra chwile :)

Po czym Fiiki wstala, ja zajrzalam do nocnika, a tam na dnie kaluza:)

Alez sie nawychwalalam i braw nabilam :) Fin akurat pojechal na zakupy spozywcze, wiec od razu zadzwonilysmy do niego. Normalnie slyszalam jak peka z dumy:)

Mialam zamiar wziac sie porzadnie za nocnikowanie latem, ale widze, ze Fiiki postanowila juz teraz zaczac powazne treningi:) Alez jestem z niej dumna :)

20 maja 2008

Fiiki wczoraj w przedszkolu podobno calkiem zdrowa byla, wesola i w ogole.

Za to wieczorem zasnela o 19. I we snie strasznie kaszlec zaczela. Kaszlala tak cala noc, nie budzac sie na szczescie (jedna standardowa pobudke zaliczyla, butle oproznila, cycusiem poprawila - sam cycus juz nie wystarcza...- i dalej poszla spac).

 Rano dalej pluca wypluwala, wiec stwierdzilam, ze zostajemy w domu. Zadzonilam do przedszkola, a pani mi mowi, ze polowa dzieci z takimi samymi objawami w domu dzias zostala...

Zaklapalam wizyte u lekarza i pojechalysmy z mala do pracy. Musialam pojechac, kolezanka na urlopie, szef na zwolnieniu. Sprawdzilam maile, sciagnelam kolezanke, ktora obiecala o 11.30 przyjechac, przekierowalam telefony na komorke szefa i wrocilysmy do domu. Fiiki sie zdrzemnela, a potem pojechalysmy do lekarza. Ten osluchal i stwierdzil, ze w plucach i oskrzelach czysto, kaszel raczej z wirusowego przeziebienia. Dal cos na zlagodzenie i zajrzal do uszu. No i wypatrzyl poczatki zapalenia, cholera no. Czyli antybiotyk. I zwolnienie na 3 dni, bez sensu zupelnie w piatek trzeba do pracy i przedszkola.

Ja to tylko mam nadzieje, ze po wakcjach Fiiki pojdzie do przedszkola juz uodporniona i skonczy sie to wieczne kichanie i prychanie (oczywiscie oboje z Finem jej caly czas wtorujemy, zarazliwe te mikroby jak nie wiem)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11